06 I O tym, czego się boję wracając do pracy. Czyli o niełatwym związku mojej pracy i mojej depresji.
Za kilka dni wracam do pracy po długim pooperacyjnym zwolnieniu lekarskim. Z jednej strony się cieszę, ponieważ stęskniłam się za ludźmi, a z drugiej - boję. Boję jak cholera. Czego i dlaczego? O tym właśnie dzisiaj.
Czuję, że nie do końca jestem fizycznie i psychicznie przygotowania by wrócić do tempa, deadline'ów, naładowanego dnia pracy. Zwyczajnie boję się czy sobie poradzę. Mam ten komfort, że jak usłyszałam diagnozę psychiatry te kilka lat temu, to od razu powiedziałam pracodawcy, że choruję na depresję. Bałam się tego, ale czułam, że nie dam rady ukrywać choroby za maską energetycznej i radosnej osoby, bo są dni gdy ona opada i co wtedy? Spotkało się to z bardzo dużym zrozumieniem i empatią ze strony pracodawcy, za co jestem stale ogromnie wdzięczna <3
Dlatego też otwarcie mówię o swoich obawach dzisiaj.
Czy będę potrafiła nie włączać trybu robota?
Jestem perfekcjonistką i mam ogromny problem z asertywnością i odmawianiem, a jednocześnie z proszeniem o pomoc. Wychowana w "kto jak nie Ty", "przecież dasz radę", "jesteś świetna w tym co robisz", "taka wzorowa uczennica, z czerwonym paskiem" nie wyobrażam sobie by czegoś nie dać rady zrobić świetnie i na czas. Jakim kosztem? Nieważne. Byle tylko wszyscy byli zadowoleni z mojej pracy. Nazywam to wchodzeniem w tryb robota. Nie wiem czy uwierzycie, ale potrafię wówczas totalnie odciąć swoje potrzeby - zarówno te emocjonalne, jak i fizjologiczne. Mogę cały dzień nic nie czuć, nie jeść (i nie odczuwam głodu), ani nie chodzić do toalety (tak... serio...)! Ja-robot czuję, że muszę wykonać zadania szybko, perfekcyjnie i do końca, teraz - nie zaraz. Siku, picie, jedzenie, chwila relaksu - w tym trybie nie ma takich pojęć... Gdy sobie to uświadamiam, to jestem sobą przerażona. Nie chcę już wchodzić w ten tryb, odruchowy i nawykowy. Czy uda mi się zdrowo podchodzić do pracy?
Czy będę umiała nie brać na siebie za dużo?
Perfekcjonistka zabiegała zawsze o pochwałę. Dobre oceny i zachowanie było wymagane. To nie była tylko ambicja, ale wymóg, który wszedł w krew, a tak naprawdę wcale nie jest dobry. Bo perfekcjonistka nie odpuszcza. Nie potrafi. Nie wyobraża sobie, by mogła dać ciała.
Jeśli ktoś prosi mnie o pomoc, ma dla mnie kolejne zadanie, to ja odruchowo je przyjmuję - przecież gdzieś to wcisnę, najwyżej posiedzę dłużej, kto jak nie ja, liczą na mnie przecież.
W efekcie biorę na siebie za dużo, często dużo za dużo i dowożę, ale zwykle kosztem siebie. Swojego zdrowia, czasu wolnego dla siebie i z moimi bliskimi, odpoczynku, który w moim stanie jest tak ważny.
Boję się czy będę umiała stawiać granice i nie przyjmować więcej niż realnie jestem w stanie zrobić w czasie pracy, a nie po godzinach. Czy wytrwam w swoim postanowieniu, że ja i moje zdrowie chcemy mieć zdrowe podejście i czas wolny?
Czy poradzę sobie z przebodźcowaniem i wydatkiem energetycznym?
Moja depresja powoduje, że spotkania i interakcje z ludźmi to dla mnie duży wydatek energetyczny. Jestem typem samotnika i introwertyka, wbrew pozorom. Lubię ciszę i bycie samemu. Czasem nawet po przyjemnej kawie z ulubioną koleżanką czuję się bardzo zmęczona (nie, koleżanka nie jest toksyczna) i nie mam siły na nic więcej danego dnia.
Co dopiero w pracy, zatem? Duuuużo bodźców, które mnie stresują - ciągle "pikają" maile, wiadomości na czacie, smsy, telefony, spotkania, zdzwonki... A ja lubię pracę w ciszy, w swoim tempie, wykonując po kolei zadanie po zadaniu, gdy mogę się skupić i nie jestem poganiana. Nawet w te dobre dni, gdy czuję się dobrze, cieszę się swoją pracą, idę przez dzień lekko i się uśmiecham, to na koniec dnia (a często o magicznej 14:00) padam zwyczajnie na twarz, koszmarnie zmęczona, bo energetycznie to dla mnie za dużo.
Czy uda mi się wypracować spokojny model pracy? Czy to dzisiaj jest w ogóle realne? Może ja nie pasuję?
Czy będę miała siłę oraz ochotę pędzić razem z naszym zwariowanym światem?
Praca w mojej branży to napięte deadlines i dużo zawirowań. Łatwo wpaść w pułapkę nadmiaru pracy, by klient był zadowolony, a firma dowiozła. Ciągła presja krótkich terminów powoduje u mnie ataki lękowe i duży stres, którego często nawet sobie nie uświadamiam, dopóki nie odpuszczę. Wtedy organizm wyłącza baterie, pojawiają się choroby psychosomatyczne, stany depresyjnie się pogarszają.
A jak na to reaguje moja wewnętrzna perfekcjonistka? No oczywiście jest sfrustrowana, bo nie daję rady, bo znów siedzę z komputerem w łóżku, w piżamie, bez make up'u, zmęczona i mam dość, zamiast iść z energią jak burza przez życie. Jaka wrażliwość, trzeba walczyć!
Wiem, że potrzebne jest asertywne stawianie granic i ich szanowanie, ponieważ każdy z nas zasługuje na czas wolny, higienę pracy i odpoczynek. Czy będę umiała stawiać te granice? I co na to powie świat?
A co jak przyjdą gorsze dni?
Mam takie dni, że ledwo wstaję z łóżka i czuję, że potrzebuję zwolnić lub wręcz nic nie robić. Ale moje zadania na ten dzień i przeklęte deadlines czują się świetnie i nieubłaganie mnie wołają. Czat i mail rozgrzane do czerwoności, a na dodatek jeszcze jakieś spotkanie online. A ja - wrak. To są najgorsze dni..., gdy czuję, że ledwo ciągnę, nie mam siły, a nie mogę sobie na to pozwolić. Taki dzień jest dla mnie walką o przetrwanie. I najgorsze, że nie mam na to wpływu. Moja depresja i stany lękowe to życie na huśtawce - dzisiaj czuję się dobrze, a za dwa dni mam totalny spadek formy i marzę by zakopać się pod kocem oraz odciąć od bodźców i ludzi. Czy będę potrafiła poprosić o więcej czasu, by zrobić coś wolniej, później? I znów - co na to świat?
To na koniec pozytywnie. Jakie mam postanowienia?
Nie chcę by ten post brzmiał jak użalanie się, lecz prawda jest taka, że praca mając depresję i stany lękowe nie jest łatwa. Powrót do pracy po 6 miesiącach zwolnienia mnie niepokoi, ponieważ przez ten czas udało mi się podleczyć zoperowany kręgosłup i zwolnić, lecz depresji nie wyleczyłam.
Ale (!) patrzę na to także w ten sposób, że powrót po takiej przerwie to także szansa na poukładanie sobie jej zdrowiej. Taki nowy start. Ciekawa jestem jak mi wyjdzie. Psychiatra i psychoterapeuta zachęcają mnie pozytywnie do zmierzenia się ze swoimi lękami, bo może będę miło zaskoczona? Może wszystko uda się ułożyć, a praca nad sobą pokaże pozytywne zmiany? Nie przekonam się, póki nie spróbuję. Może jestem silniejsza niż się czuję?
To, co wiem na pewno, to:
- Chcę i będę dalej pracowała nad sobą, by pożegnać nawyki, które utrudniają mi życie i niszczą zdrowie, wprowadzając nowe i zdrowe.
- Chcę zadbać o czas dla siebie po pracy, ale i chwilę spokoju w trakcie dnia pracy - spacer z psem, spokojną kawę na balkonie czy ćwiczenia oddechowe by odreagować.
- Chcę dalej odżywiać się tak zdrowo jak podczas zwolnienia, dając sobie pozwolenie na przerwę na posiłek, pamiętając o piciu wody.
- Chcę otwarcie mówić o tym, jak się czuję i jakie mam potrzeby, nie bojąc się "co to będzie?".
- Chcę pracować w zgodzie z sobą i tyle, ile realnie jestem w stanie.
Trzymajcie kciuki bym nie zapomniała znów o sobie i wytrwała w tym, na co się sama ze sobą umówiłam. Dam znać za jakiś czas.
Spokoju w serduchach,
Dorota

Komentarze
Prześlij komentarz